Info
Suma podjazdów to 373 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj1 - 0
- 2013, Kwiecień3 - 3
- 2012, Listopad1 - 1
- 2012, Październik3 - 0
- 2012, Sierpień5 - 0
- 2012, Lipiec1 - 0
- 2012, Czerwiec6 - 6
- 2012, Maj6 - 16
- 2012, Kwiecień10 - 10
- 2012, Marzec10 - 17
- 2012, Luty1 - 3
- 2012, Styczeń3 - 0
- 2011, Grudzień14 - 8
- 2011, Listopad19 - 23
- 2011, Październik20 - 22
- 2011, Wrzesień17 - 17
- 2011, Sierpień15 - 2
- 2011, Lipiec9 - 7
- 2011, Czerwiec13 - 8
- 2011, Maj13 - 18
- 2011, Kwiecień12 - 5
- 2011, Marzec1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
- 2010, Październik1 - 1
- 2010, Wrzesień5 - 2
- 2010, Sierpień6 - 0
- 2010, Lipiec3 - 4
- 2010, Czerwiec5 - 2
- 2010, Maj5 - 3
- 2010, Kwiecień7 - 8
- 2009, Sierpień1 - 2
- 2009, Lipiec3 - 0
- 2009, Czerwiec3 - 0
- 2009, Maj3 - 0
- 2009, Kwiecień1 - 0
Więcej niż 100 km
| Dystans całkowity: | 809.19 km (w terenie 249.00 km; 30.77%) |
| Czas w ruchu: | 38:09 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 48.70 km/h |
| Suma podjazdów: | 373 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 180 (93 %) |
| Maks. tętno średnie: | 146 (76 %) |
| Suma kalorii: | 16239 kcal |
| Liczba aktywności: | 7 |
| Średnio na aktywność: | 115.60 km i 5h 27m |
| Więcej statystyk | |
- DST 129.75km
- Teren 80.00km
- Czas 06:15
- VAVG 20.76km/h
- VMAX 38.70km/h
- Temperatura 32.0°C
- HRmax 180 ( 93%)
- HRavg 146 ( 76%)
- Kalorie 3870kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeszcze tylko 5 km, czyli do Łodzi z bikestatsami
Wtorek, 1 maja 2012 · dodano: 03.05.2012 | Komentarze 10
To była lajtowa wycieczka w stronę Łodzi w towarzystwie Maćka, Goro, Che i Niewe. Spokojna, bez napinki, z postojem na browar i obiad. W połowie trasy dołączyli do nas SylaNaRowerze, bartman, theli i chrisEM. Zdjęcia idealnie oddadzą klimat, natomiast bogatszy opis pewnie będzie można już wkrótce znaleźć na stronach Niewe i Cheeee.
Oni pili, a ja chodziłam w krzaki.
Czasami teren był wymagający...
Sympatycznie się gada o głupotach i przy okazji napierdziela ;)
Zmęczony, ale szczęśliwy bo po piwie :)
Były też harce we wodzie
I dużo postojów na uzupełnianie płynów - w końcu upał był!
Na obiad czekaliśmy jedyne 120 minut. Dłużyło się o wiele bardziej niż droga do knajpy, do której było tylko 5 kilo... 
Już raz sobie porównywali. Teraz Maciek tylko się upewnia.
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie w Skierniewicach.
Maciek z długą lufą...
Pożegnalna sweet focia w okolicach dworca.
Jak to dobrze, że kaca zaczęłam mieć już w pociągu. Bez kłopotu wstałam rano do robo ;)
Oczywiście nie udało nam się dojechać do Łodzi, ale z całą pewnością było warto spędzić cały dzień w tak zajebistym towarzystwie :)
- DST 109.42km
- Teren 35.00km
- Czas 05:11
- VAVG 21.11km/h
- VMAX 36.20km/h
- Temperatura 19.0°C
- HRmax 173 ( 90%)
- HRavg 145 ( 75%)
- Kalorie 2924kcal
- Podjazdy 373m
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Stówencja aż miło!
Sobota, 21 kwietnia 2012 · dodano: 21.04.2012 | Komentarze 1
Wyjechaliśmy z domu bez wyraźnego planu i cała trasa przebiegała jakoś chaotycznie.
Początkowo było sympatycznie - słonecznie, ciepło, wiatr w zad, jednym słowem nuuuuuda. Tak dojechalim do Góry Kalwarii.
Po tym jak przedarliśmy się przez Wisłę i mknęliśmy w stronę Otwocka zaczęło się robić ciekawie. Wpakowaliśmy się w całkiem ładny piaszczysty las, trochę pobłądziliśmy i utknęliśmy w prawdziwym, śmierdzącym bagnie. Woda po kostki, raniące delikatne kopytka krzaczory, normalnie wyć się chce!
Ale spoko, za niecałe 400 m będzie niebieski szlak! (uwielbiam, jak małżon podtrzymuje mnie na duchu)
Z lasu wyjechaliśmy cali i zdrowi, dojechaliśmy do Otwocka (oczywiście zlał nas solidny deszcz i przemokłam do samego pampersa). Z Otwocka krajową do Wawy. Ostatnie kaemy, to była moja agonia, ale jakoś dojechalim :) Oczywiście 100 m przed domem pierdolnęła burza :)
Fajnie było :)
#lat=52.028540774451&lng=21.105482861328&zoom=10&maptype=ts_terrain
- DST 100.16km
- Teren 24.00km
- Czas 04:37
- VAVG 21.70km/h
- VMAX 45.00km/h
- Temperatura 9.0°C
- Kalorie 1745kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Jesienna STÓWKA
Sobota, 15 października 2011 · dodano: 15.10.2011 | Komentarze 3
Zupełnie niespodziewanie zaatakowaliśmy z Maćkiem Chełmno :)
Do Chełmna jechaliśmy pod bardzo silny wiatr, nie mniej jednak było słonecznie i sympatycznie.
W Chełmnie zrobiliśmy popas na rynku i poszwędaliśmy się po centrum (niestety krótko, bo strasznie marzłam)

Powrót był nieco przyjemniejszy (bo z wiatrem). W jedne części ciała było mi mniej zimno w inne bardziej. Tak czy siak zaliczam wycieczkę do wyjątkowo udanych.
- DST 100.54km
- Teren 40.00km
- Czas 05:16
- VAVG 19.09km/h
- VMAX 41.30km/h
- Kalorie 1870kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Świnoujście part 2
Środa, 24 sierpnia 2011 · dodano: 26.08.2011 | Komentarze 1
Najbardziej hardcorowa wycieczka w całej mojej rowerowej karierze. Bardzo terenowa, bardzo deszczowa, bardzo podjazdowo - zjazdowa. Wybraliśmy się z Maćkiem ze Świnoujścia do Pennemunde (Dojczland), aby zwiedzić muzeum i popatrzeć na radzieckie uboty. Poniżej fotorelacja:
Granicę przekroczyliśmy tuż "pod domem"
Nie zdążyliśmy się rozpędzić i po chwili złapała nas mega ulewa, którą przeczekaliśmy w niemieckim biurze podróży
Po przejechaniu kilku kilometrów lasem wyglądaliśmy mniej więcej tak, jak kot powyżej (dla niedowidzących cały tył w błocie)
Cały czas jechaliśmy trasą wzdłuż wybrzeża. Cierpienie po morderczych podjazdach i szaleńczych zjazdach rekompensowały nam widoki na morze :)
Do celu dotarliśmy tempem spacerowym. Na miejscu okazało się, że zarówno uboty jak i muzeum są mocno przereklamowanym szajsem. Wkurzeni bezlitośnie hałaśliwym tłumem zdecydowaliśmy się na powrót. Pragnę podkreślić, że jazda z kotem to dla mnie niemałe wyzwanie - trudno mu dotrzymać koła. Starałam się jak mogłam - nie ma prawa narzekać :)
Wieczorem - mimo potwornego bólu kolan (mua) udaliśmy się znowu nad morze posłuchać szumu fal i bzyczenia komarzysk. I jak przystało na koty pomizialiśmy się trochę, ale jako że miejsce było publiczne zrobiliśmy to wyjątkowo dyskretnie :)
- DST 119.57km
- Teren 10.00km
- Czas 05:18
- VAVG 22.56km/h
- VMAX 48.70km/h
- Kalorie 1926kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Toruń - Bydgoszcz - Tuchola :)
Niedziela, 24 lipca 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 5
Co robią koty w rocznicę ślubu? Idą na rower! :) Kierunek wybrała mua, Maciek opracował trasę i o 8:00 rano ruszyliśmy. O 10:20 byliśmy już w Bydgoszczy, później dogoniliśmy niebieski szlak prosto do Tucholi (swoją drogą bardzo urokliwy).
Pogoda bardzo dobra, wiatr silny (tzw. pizgawica) raz w bok, raz w plecy. Jechaliśmy raczej rekreacyjnie (chociaż nierzadko 30 km/h i ponad), pod koniec trasy dość często się zatrzymywaliśmy w lesie, więc w Tucholi na rynku byliśmy ok 15:00. Jeszcze tylko lody, zapiekanka, cola i do domu. Pociągiem rzecz jasna :)
Okoliczności przyrody:
Pańcia:
Maciek je loda:
Tuchola zdobyta: 
- DST 101.65km
- Teren 30.00km
- Czas 04:49
- VAVG 21.10km/h
- VMAX 40.20km/h
- Kalorie 1700kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Toruń - Włocławek i Barabarka
Niedziela, 17 lipca 2011 · dodano: 17.07.2011 | Komentarze 2
To był nieudany zamach na mój własny rekord. Z samego rana w mega upale i pod bardzo silny wiatr (tzw. pizgawicę) pojechaliśmy z Kotem na tamę do Włocławka. Zamysł był taki, aby wrócić również na rowerach, jednak po 80tym km chyba zaczęłam mieć stan przedudarowy. Wróciliśmy pociągiem, co pozwoliło mi nieco zregenerować siły. Niedaleko domu poczułam, że resztką sił mogę dobić do stówki, toteż pognałam na Barbarkę. Uratowałam też prędkość średnią.
Podsumowując - w taki dzień jak dziś chyba lepiej jest po prostu pobyczyć się na plaży w Mielnie ;)
Widok na mnie z ruin zamku w Bobrownikach:
Dumny Kot:
Cel :)
- DST 148.10km
- Teren 30.00km
- Czas 06:43
- VAVG 22.05km/h
- VMAX 44.90km/h
- Kalorie 2204kcal
- Sprzęt madi foks
- Aktywność Jazda na rowerze
Wądzyn :)
Sobota, 21 maja 2011 · dodano: 22.05.2011 | Komentarze 6
Fajnie jest bić rekordy i spełniać marzenia. Zwłaszcza w bardzo miłym towarzystwie :)
Wyruszyliśmy o godz. 9:00 razem z Maćkiem, Tomkiem i Karolem. Szybkie zakupy w Realu i w drogę. W drodze do Wądzynia zatrzymywaliśmy się średnio co 15 km, wcale nie ze względu na mnie, tylko kolegę Chojnosia i jego złotego speca (któremu pękła dętka, czy coś...). W Wąbrzeźnie rozstaliśmy się z Karolem, który wrócił do Torunia, a my pognaliśmy dalej. Pognaliśmy dosłownie, bo ilekroć spojrzałam na mój licznik, widziałam na nim prędkość 26-30 km/h :)) Do Wądzynia dojechaliśmy jakoś przed 14:00. Panowie zażyli kąpieli w jeziorze, a ja słonecznej na pomoście (teraz boli i piecze :( ). Niestety nie udało mi się zjeść klasik zapiekanki w jakiejś budce, wszystko było jeszcze pozamykane. Jako że nie odczuwałam zmęczenia (po 74 km i średniej prędkości 21,6 km/h) postanowiłam kontynuować "walkę o powrót o własnych siłach" :) Wiał ostry wiatr, na szczęście w plecy, dzięki czemu jechało się bardzo przyjemnie. Pod Golubiem-Dobrzyniem wjechaliśmy w las tak piękny, soczyście zielony i pachnący, że nawet błoto, którym ufajdaliśmy się do cna nie stanowiło problemu. Po wyjeździe z lasu zaatakowała nas ulewa, a mnie mój prywatny sukces pt. pierwsza setka :)) Po chwili znów wyszło słońce i udało nam się troszkę obeschnąć. W Golubiu odwiedziliśmy kolegę chłopaków, ale jako że zaczęło się niebezpiecznie chmurzyć, ruszyliśmy dalej. Zapiekankę udało nam się zjeść w ośrodku wypoczynkowym w Okoninie :) Niestety w okolicach Brzozówki wiatr zmienił kierunek i walił prosto w twarz. Na Rubinkowie (140 km) już wiedziałam, że odwaliłam kawał solidnej roboty i mogę trochę odpuścić. Pod domem okazało się jednak, że mam (jak na tak długi dystans) gigantyczną prędkość średnią :)
Bilans zysków i strat:
Straty:
- ok 2200 kalorii
- ból nadgarstków, ramion, głowy i rwący ból ud (po odpoczynku)
- poparzone słońcem ramiona i śmieszne różnice (od rękawiczek i rękawków koszulki)
Zyski:
- REKORD dystansu - chyba już nigdy go nie pobiję...
- pierwszy raz jechałam w ulewie i było fajnie :)
- pierwszy raz pokazałam się publicznie brudna, spocona i rozczochrana i też było fajnie :)
- będę miała o czym opowiadać rodzinie, ludziom z pracy, wnukom :)
Poniżej fotorelacja:
Droga przez autostradę A1 (w budowie):
Pierwszy popas i naprawa Speca Chojnosia połaczona z krótką modlitwą:
Odpoczynek w Wądzyniu:
Trzy górale:
Droga przez las:
Moja pierwsza setka:
Chciałam jeszcze dodać zdjęcie, jak jem zapiekankę, ale brzydko wyszłam ;)
